środa, 13 maja 2009
Każdy kilogram coraz trudniej
Jutro ważenie... Chyba się nie utrzyma 8 kg. Trochę odpuściłem diety i proszę, od razu efekt... Wczoraj miałem o pół kilograma więcej niż w ostatni czwartek. Ale się nie załamuję, nadrobię w następnym tygodniu. Tylko że kolejne wyzwanie przede mną. Jedziemy w góry na wycieczkę autokarową. Jak tam trzymać dietę??? Musze zachować jakiś rozsądek. Ziemek Nowak
sobota, 02 maja 2009
Jest 8 kg, ale czy się utrzyma???!!!
Nie mogę się powstrzymać, nie, nie nie - nie przed jedzeniem. Przed pochwaleniem się. Przed chwilą wszedłem na wagę - jest 8 kg w dół! Kolejny próg osiągnięty. Tylko ta obawa - czy uda się to utrzymać?! Bo dzisiaj przede mną kolejne wyzwanie - komunia bratanicy. Ale mam silne postanowienie - spróbować tylko trochę jedzenia, pół kawałeczka sernika (szwagier sam go robił), woda mineralna i gorzka herbata. Może się uda. Ziemek Nowak
niedziela, 19 kwietnia 2009
Zamiast raportu, dowcip
Wciąż nie mogę przebić magicznej granicy 7 kilogramów w dół. A to się do niej zbliżam, a to oddalam... Ale oczywiście się nie poddaję. Żeby sobie (i czytelnikom blogu) poprawić humor, proponuję dowcip a propos. - Ty wiesz, ja już dwa miesiące się odchudzam! - mówi facet do kolegi. - I ile straciłeś? - Dwa miesiące. ------- Ziemek Nowak
czwartek, 16 kwietnia 2009
Tataaaammmmm!!!
Odtrąbiłem sukces - spadłem ponad 10 kg!!! Dziś rano nie wierzyłem własnym oczom: waga wskazała 89,9 kg. A 1 marca było równe 100 kg. Dobrze mi idzie, więc będę chwalił się dalej. Schudłem kolejny kilogram, mimo że w międzyczasie były święta i po bombach kalorycznych (żurek z jajkiem i kiełbasą, pyszy filet z pieczarkami i schab pieczony, potężny kawał ciasta pasztety, sałatki i takie tam ;))) przytyłem 1,5 kg. A po świętach nie dość, że momentalnie zrzuciłem te kilogramy, to jeszcze pozbyłem się kolejnego. I tak mi dziś do głowy przyszło: cel osiągnięty, bo przecież chciałem zrzucić 10 kg. Może dać sobie spokój... Ale spakowałem się jeszcze i wieczorem idę do K2 pośmigać na rowerach. Coraz łatwiej mi to przychodzi. Może tak zostanie...
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Świąteczne doświadczenia
Oj, trudno w święta utrzymać dietę. No to w domu rodziców, dokąd zaproszeni zostaliśmy na późne wielkanocne śniadanie, popróbowałem wszystkiego, ale po kawałeczku - żurku z białą kiełbasą i jajkiem, śledzia, sałatki warzywnej, kilku ciast... i skończyło się rozstrojem żołądka. Najwyraźniej 6 tygodni diety zrównoważonej zrobiło swoje i mój organizm odzwyczaił się od tłustości. I bez specjalnego żalu wróciłem do mojej dietki, bo ja ją po prostu polubiłem, już nie lubię jeść tłusto. Wchodzę dzisiaj rano na wagę i oczom nie wierzę - znowu spadła. No, to fajne święta i po świętach. Postanowiłem też nie rezygnować z ruchu, choć przepadły nam dwa zajęcia w klubie fitness. Sam sobie zrobiłem trochę ćwiczeń z hantlami, dwa razy po 30 minut. Ziemek Nowak
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
Sezon grillowy rozpoczęty. Trzeba uważać
Pierwszy prawdziwie wiosenny weekend wygonił mnie z rodziną za miasto. Na grilla oczywiście. Starałem się jak mogłem, ziemniaków nie piekłem (bo nie wzięliśmy ;))), dzieciaki wcinały przypieczony chleb z grilla, a ja pamiętałem, żeby wieprzowinki z grilla nie jeść za dużo. No i zjadłem jeden (j e d e n) kawałek, ale tu coś jeszcze przegryzłem, tam spróbowałem - wydawało mi się, że to były śladowe ilości. No i dziś rano stanąłem na wagę - prawie kg do góry. I teraz przyjdzie mi przez kolejne dni, jak to się mówi po sportowemu, odrabiać straty, czyli zrzucać to, co jest efektem grillowej niedzieli.
niedziela, 05 kwietnia 2009
Wiosna, czas się ruszać poza fitness
A dzisiaj sobie na basen z chłopakami (synami) poszedłem. A co, tylko fitness się liczy? Tylko to był taki leeeeniwy basen, głównie dziecięcy basenik i zjeżdżanie rurą. Na wadze coraz bliżej przełamania granicy 6 kilo w dół... Mam nadzieję, że w czwartek podczas kolejnego cotygodniowego ważenia granica padnie. Ziemek Nowak
wtorek, 31 marca 2009
Marzenia...
Śniłam dzisiaj o torcie, taki z kremem waliniowym i owocami. I tak nasączonym, że rozpływał się w ustach. I jeszcze o boczku. Wędzonym i chrupiącym :). Obudziłam się. A tu na śniadanie "zupa nic". I zaczęłam się zastanawiac ile jeszcze wytrzymam, bo czasami mam dość tej niesprawiedliwości. Np. moj mąz objada się nieprzyzwoicie i jest chudy, a tu czlowiek musi na wszytko uważać i zastanawiać się czy to mu czasami nie zostania w biodrach :)
niedziela, 29 marca 2009
Ale po nas pojechali
I to nie tylko Irlandczycy po naszych piłkarzach - choć to akurat było argumentem do dużego odpustu diety w sobotni wieczór. Przypomniałem sobie smak kabanosów, śledzia w oleju. No i efekt następnego dnia był natychmiastowy - waga skoczyła o ponad kg. Ale co tam, warto było ;) Pojechali po nas, odchudzających się, nasi dzielni przyjaciele z redakcji. Oczywiście Ci, którzy się nie odchudzają. W ich imieniu Asia napisała tekst o tym jak to my z nimi mamy ciężko podczas diety, i oni z nami również. Kapitalny tekst, uśmialiśmy się po pachy wszyscy. Coż, prawda bywa brutalna :)))))) Zresztą przeczytajcie sami na www.kielce.gazeta.pl |
O autorach
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Alina Janusz
Dorota Hlebicka-Józefowicz
Marek Gos
Piotr Rozpara
Ziemowit Nowak
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||